Lwów – czyli taki Kraków, tylko nie do końca

Ukraińcy nie potrafią parzyć herbaty. Przynajmniej ci pracujący w tych lokalach, w których byłem w czasie wyjazdu, a podobno byliśmy w tych najbardziej wartych odwiedzenia. Nie narzekam, bo poza tym te knajpy były naprawdę świetne, klimatyczne i z dobrym jedzeniem. Tak czy siak przez to pijałem kawę. Wypiłem we Lwowie najwięcej kawy w życiu, bo około sześciu porcji. Swoją drogą najlepsza okazała się kawa mrożona w lokalu Urban Coffee (czy jakoś tak), czyli jakiejś sieciówce, której w Polsce nie widziałem, ale może dlatego, że nie szukałem.

Read more „Lwów – czyli taki Kraków, tylko nie do końca”

Ani Kroku(s) dalej!

Dzień 15.04.2018, godzina 03.05 Stało się. Ta godzina istnieje. Wstaję. Jeszcze tylko 5 min… NIE! Wstawaj. Śniadanie i takie tam.

07.13 Dojechaliśmy. Parking na przekór oczekiwaniom – im bliżej wejścia do doliny tym tańszy. Ludzi jest jeszcze mało, ale spodziewamy się, że będzie ich znacznie więcej. Obecna wysokość – około 1050 m.n.p.m.

8.42 Krokusów jest całkiem sporo. Nawet więcej niż się spodziewałem. Jedyne co mi nie pasuje do krajobrazu to ludzie wchodzący za tabliczkę ‘nie wolno wchodzić’. Doszliśmy do schroniska. Obowiązkowa szarlotka okazuje się 7/10. W schronisku ludzi pełno, spora część ma na sobie klapki i adidasy.

Read more „Ani Kroku(s) dalej!”