Ustawa 2.0 – Konstytucja Dla Nauki

"Samorządność naszą bronią"

"Żądamy demokratycznych uniwersytetów"

"Nie oddamy autonomii"

"PracUJemy całą noc! #okupUJemy"

"Rewolucja nigdy nie śpi"

"Zagrożenie autonomii – jego wina!"

Tak głoszą transparenty bądź wpisy przeciwników ustawy 2.0, nazywanej Konstytucją Dla Nauki. Ustawy, o której pierwsze wzmianki mogliśmy usłyszeć już na początku 2016 roku, by w końcu, po szeregu konferencji  na jej temat, weszła ona do sejmu czekając (na tę chwilę) na drugie czytanie. Projekt KDN został przyjęty przez Radę ministrów już w marcu bieżącego roku i od tamtej pory trwa etap parlamentarny.

Nagle, na przestrzeni ostatnich kilku dni, zrobiło się głośno o przeciwnikach ustawy. Zaczęły się protesty, okupacje uniwersytetów, wpisy w internecie i inne przejawy niezadowolenia. Zdziwiło mnie to, ponieważ interesuję się wspomnianą ustawą od samego początku, to jest od początków 2016 roku, a nigdy wcześniej nie słyszałem aż tak głośnych sprzeciwów. A już na pewno nikt nie krzyczał żadnych haseł na kampusie mojego uniwersytetu.

Postanowiłem wobec tego napisać kilka słów od siebie dotyczących owej ustawy, tak, żeby łatwiej było wyrobić sobie zdanie na jej temat. Zacznę od analizy planów Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.


Uniwersytet w Oslo

Najważniejsze zmiany ustawy 2.0

Reforma szkolnictwa wyższego ma zmienić szereg rzeczy. Według broszury informacyjnej tłumaczącej temat omawianej ustawy zmiany mają dotknąć następujących obszarów:

  • Wsparcie szkolnictwa wyższego we wszystkich regionach polski

Ministerstwo deklaruje, że uruchomi dedykowane uczelniom regionalnym konkursy na dodatkowe finansowanie, takie jak "Regionalna Inicjatywa Doskonałości" czy "Dydaktyczna Inicjatywa Doskonałości". Poza tym ustawa ma wspierać możliwość zrzeszania się uczelni w federacje, zwiększyć znacząco nakłady na szkolnictwo wyższe (do 50 mld w ciągu 10 lat), zapewnić blisko 2,5 mld złotych na wdrażanie reformy w uczelniach.

Wreszcie w tym punkcie ministerstwo deklaruje "zachowanie aktualnych nazw uczelni". Słyszałem wiele zastrzeżeń dotyczących tego ostatniego punktu – studenci, z którymi rozmawiałem byli niezwykle oburzeni na wieść, że ich uczelnia ma zmienić nazwę z "uniwersytet" na "wyższa szkoła". Osobiście uważam ten punkt za jeden z mniej ważnych w całej ustawie. Poziom nauczana nie bierze się z nazwy uczelni. Poziom nie wzrósł kiedy kilka lat temu akademie zmieniały nazwy na uniwersytety i nie spadnie jeżeli uniwersytet zmieni nazwę na wyższą szkołę. Jeżeli jakaś placówka prezentuje odpowiednio wysoki poziom to nie ma się czego obawiać w związku ze zmianą nazwy, UJ nawet nazwany Wyższą Szkołą Krakowską (czy jakkolwiek inaczej) wciąż byłby jedną z najlepszych uczelni w kraju (pierwszą, albo drugą, zależnie od rankingu). A jeśli na jakiejś uczelni poziom jest tak słaby, że jedyne co ją trzyma w "prestiżu" to nazwa… cóż.

  • Pracownicy uczelni

Tutaj ministerstwo zaczyna od zwiększenia minimalnych płac dla nauczycieli akademickich. Ma to być przynajmniej 800 złotych. Na pierwszy rzut oka brzmi to jak "masowe zwolnienia akademików", ale przestaje brzmieć jeśli przypomnimy sobie nowy algorytm przyznawania środków finansowych uczelniom wyższym. Na jego podstawie najwięcej pieniędzy ma dostać placówka, która ma 11 – 13 studentów na jednego pracownika naukowego. Więcej albo mniej studentów "w przeliczeniu" oznacza mniej pieniędzy. Dawniej wyglądało to "im więcej studentów tym lepiej", co moim zdaniem jest dość toporne i zachęca do przyjmowania wszystkich jak leci.

Poza tym ustawa 2.0 ma podnieść rangę kariery dydaktycznej w uczelniach, zniesienie obowiązku habilitacji (jeden z najlepszych punktów!), ułatwić zdobywanie habilitacji przez wybitnych uczonych, czy ustabilizować zatrudnienie. Ministerstwo deklaruje zachowanie dotychczasowych uprawnień dla pracowników oraz umożliwienie uczelniom tworzenia własnych ścieżek kariery akademickiej. To ostatnie brzmi jak spory wzrost autonomii.

  • Ustrój nauki i szkolnictwa wyższego

Pierwszy punkt – utrzymanie tradycyjnej wolności akademickiej – wspólnota uczelni wybiera władze szkoły wyższej. To jeden z bardziej kontrowersyjnych punktów ustawy. Odniosę się do niego niżej. W osobnym punkcie wpisu.

Poza tym – ułatwienie zarządzania strumieniami finansowania, poszerzenie autonomii uczelni dające pole do interdyscyplinarnych badań i dydaktyki, możliwość tworzenia federacji uczelni i instytutów (wyraźny ukłon w stronę mniejszych jednostek), profesjonalizacja zarządzania uczelniami.

Nigdy nie rozumiałem dlaczego rektorzy, magnificencje, są wybierani spośród grona akademickiego, podczas gdy najlepiej by było, żeby uczelnią kierowali wzięci managerowie – tak jak w przypadku firm. Rektor nie musi być naukowcem, naukowcem powinien być prorektor do spraw nauki. Na uczelni wyższej wbrew pozorom jest wiele innych spraw do załatwiania niż sama nauka – chodzi o wszystkie sprawy organizacyjne, techniczne, marketingowe, kontakty z rynkiem, w władzami samorządowymi i centralnymi, kontakty z innymi uczelniami, umożliwienie tworzenia społeczności uniwersyteckiej. Rektor nie ma siedzieć i oceniać, czy jego pracownicy naukowi są dobrymi pracownikami naukowymi, on ma organizować ich pracę tak, żeby mogli się zająć nauką czyli tym za co jest im płacone. I tak – większością tych rzeczy nie ma się zająć sam rektor osobiście, ma od tego ludzi – ale tak jak manager w firmie powinien ich działania koordynować i nadzorować, nadawać wspólny bieg. W prywatnych firmach działa, na uczelniach wyższych też będzie.

Gdzieś na tej panoramie Lwowa widać Uniwersytet Lwowski.

  • Studenci

Najważniejszym punktem tego obszaru wydaje mi się "dopasowanie programów studiów do potrzeb rynku pracy". Owszem, studia wyższe z założenia nie powinny być "żeby się przygotować do pracy" tylko rozwinąć swoje zainteresowania, dowiedzieć się więcej o swojej dziedzinie, przygotować się do wąskiej gamy wyspecjalizowanych zawodów, jak lekarz czy prawnik. Do kształcenia zawodowego powinny służyć Wyższe Szkoły Zawodowe. Tylko… w Polsce nikt nie chce chodzić do Wyższych Szkół Zawodowych, tak jakby to uwłaczało jakoś godności, czy coś. Podobnie jest z resztą z zawodówkami, które jako pomysł są świetne, ale marketingowo leżą i kwiczą.

Ochrona praw studenta, stabilny system stypendialny, rozwój studiów dualnych i kształcenia praktycznego, nawet możliwość rekrutacji w ramach dziedzin i dyscyplin w celu wybrania konkretnego kierunku dopiero po pierwszym roku. Nawiązując do tego ostatniego – nie wiem jak w innych dziedzinach, ale w przypadku nauk ekonomicznych pierwszy rok studiów wygląda prawie zawsze tak samo, większość przedmiotów można sobie spokojnie przepisać, jeśli się zmienia kierunek. Ministerstwo podkreśla zachowanie zasady bezpłatności studiów, ale to gwarantuje konstytucja, więc nie musieli tego pisać.

  • Doktoranci i młodzi naukowcy

Tutaj mamy dość ważne zmiany – mają powstać szkoły doktorskie, a wszyscy doktoranci mają mieć stypendia. Dodatkowo doktoranci mają mieć zapewnione urlopy rodzicielskie, dla obojga rodziców. Studentka w ciąży ma mieć z automatu indywidualny tok zaliczeń, do tej pory to było uznaniowe.

  • Badania naukowe i ewaluacja działalności naukowej

Ministerstwo kładzie nacisk przede wszystkim na wzrost jakości prac naukowych. Odejście od "punktozy", czyli parcia na punkty, które zdobywa się np. pisząc nic nie warte artykuły na konferencje, których nikt nie przeczyta. Równocześnie ministerstwo chce poszerzyć katalog i wesprzeć finansowo czasopisma naukowe, co na pierwszy rzut oka wydaje się poszerzać ową "punktozę". Nowa klasyfikacja dziedzin i dyscyplin ma być bardziej zbliżona do tej na zachodzie, a przez to bardziej uniwersalna i międzynarodowa.

Wreszcie – ustawa 2.0 ma zastąpić 4 inne ustawy, a z 80 rozporządzeń dotyczących szkolnictwa wyższego około połowa przestanie mieć znaczenie. To znaczące ułatwienie dla administracji, która musi przepisy znać i je stosować.


A tutaj już sam uniwersytet Lwowski.

Władze uczelni

Dzisiaj władza uczelni w dużym skrócie wygląda tak: na samej górze hierarchii jest senat, w skład którego wchodzą rektor, prorektorzy, dziekani, wybrani przedstawiciele pracowników naukowych, przedstawiciele studentów i doktorantów.

Nowa struktura władz uczelni ma wyglądać w taki sposób jak na ikonografice wyciętej z broszury informacyjnej o ustawie 2.0: 

(Otwórz grafikę w nowej karcie, będzie na niej więcej widać).

Wspólnota uczelni to studenci, doktoranci, nauczyciele akademiccy i inni pracownicy uczelni. Oni wybierają senat i oni wybierają kolegium elektorów. Skład senatu w przynajmniej 50% ma się składać z osób zatrudnionych na stanowisku profesora lub profesora uczelni, a w 20% ze studentów i doktorantów. Senat wybiera nowy organ Radę Uczelni, w skład której wchodzi 6 lub 8 przedstawicieli wybranych przez senat oraz przewodniczący samorządu studenckiego. Ma być nieparzyście. Ponadto ponad 50% (czyli minimum 4 albo 5) składu Rady Uczelni ma być wybrane Z POZA WSPÓLNOTY UCZELNI. Mogą to być przedsiębiorcy, osoby znane i szanowane, może prezesi fundacji. Ponadto najnowsze zmiany w projekcie ustawy stanowią, że do Rady Uczelni nie mogą należeć przedstawiciele administracji samorządowej ani rządowej. Rada Uczelni wskazuje co najmniej dwóch kandydatów na rektora (zaopiniowanych przez senat), a spośród nich kolegium elektorów wybiera rektora. Na schemacie stoi, że "Jeśli statut uczelni na to pozwala to senat uczelni może pozwolić Radzie Uczelni na samodzielny wybór rektora, ale też podlega to opinii senatu", jednak najnowsze zmiany w projekcie wykluczają tę możliwość.

I teraz uwaga: powyższy schemat jest podstawowy. Uczelnia może w swoim statucie zmienić nieco tę strukturę, dodać do niej kilka szczebli, organów i tak dalej, o ile nie będzie się to kłóciło z ustawowym minimum. Uczelnia musi mieć – rektora, senat i Radę Uczelni. Reszta zależy tak naprawdę od statutu uczelni.

Statut uczelni będzie określał:

  • sposób powoływania organów uczelni (uwzględniając przy tym wymogi ustawowe),
  • skład rady uczelni oraz senatu (uwzględniając przy tym wymogi ustawowe),
  • zasady sprawowania wewnętrznego nadzoru nad aktami wydawanymi przez organy uczelni,
  • funkcje kierownicze w uczelni,
  • zasady powoływania osób do pełnienia funkcji kierowniczych w uczelni i ich odwoływania,
  • tryb nadawania tytułu doktora honoris causa,
  • zasady prowadzenia działalności gospodarczej przez uczelnię,
  • zasady dysponowania mieniem uczelni,
  • tryb ustalania regulaminu organizacyjnego,
  • zasady organizowania zgromadzeń na terenie uczelni.

Statut uczelni jest określany przez senat. Podobnie jak regulamin studiów. Podobnie jak skład Rady Uczelni. Jeśli ktoś uważa, że istnienie Rady Uczelni pozbawia uczelnię autonomii to równie dobrze może twierdzić, że wybory w naszym kraju są niedemokratyczne, bo raz wybrani posłowie potem rządzą według własnego uznania. Senat jest wybierany przez społeczność uczelni, a potem senat wybiera Radę uczelni. Mandat wyraźnie idzie od wspólnoty, jest tylko wielopoziomowy. Senat ogółem wszystko opiniuje, uchwala i ocenia.

Kompetencje Rady Uczelni są następujące:

  • uchwalanie strategii uczelni (którą opiniuje senat),
  • opiniowanie projektu statutu (który uchwala senat),
  • monitorowanie gospodarki finansowej uczelni,
  • monitorowanie zarządzania uczelnią,
  • wskazywanie kandydatów na rektora,
  • opiniowanie planu rzeczowo-finansowego i zatwierdzanie sprawozdania z jego wykonania.

Dobrze wybrana Rada Uczelni może być krytycznym głosem rozsądku, spojrzeniem z zewnątrz, którego na wielu uczelniach brakuje. Członkowie Rady będą służyć doświadczeniem, które wykracza poza doświadczenie normalnie zdobywane przez członków społeczności.

[EDIT] Podobno Rada Uczelni została zdegradowana do organu czysto opiniotwórczego.

Przeciwnicy ustawy i ich argumenty

Najwięcej głosów przeciwko ustawie znalazłem w związku z planowaną likwidacją wydziałów. Tylko w najnowszym projekcie ustawy nie ma nic o likwidacji wydziałów. Wręcz w wywiadzie ze stycznia bieżącego roku minister Gowin wspomina, że wydziały z kategorią C utracą możliwość przyznawania habilitacji (wcześniej też doktoratów), a to znaczy, że musiał brać pod uwagę istnienie wydziałów. Może w którejś z pierwszych wersji projektu ustawy było o kasacji wydziałów, nie ma to teraz znaczenia – i tutaj osoby, które się tego obawiały powinni odetchnąć.

Niektórzy obawiają się zbyt dużej władzy rektorów. Inni zbyt dużej władzy Rady Uczelni. W interesie społeczności uczelni, a przez to i senatu jest to, aby obydwa te organy były wybrane mądrze, a piastujące je osoby miały wobec uczelni jak najlepsze zamiary. Owszem, często ciężko to ocenić, więc nie mówię, że problemu nie ma.

Przeciwnicy ustawy 2.0 podnoszą też temat autonomii uczelni, która miałaby być przez ustawę ograniczona. To jest jeden z tych sprzeciwów, których zupełnie nie rozumiem. Zwiększona władza rektorska nie uderza w autonomię – rektor jest częścią uniwersytetu. Rada Uczelni nie uderza w autonomię – jest wybierana bezpośrednio przez senat uczelni. Możliwość stworzenia statutu uczelni nie tylko nie uderza w autonomię, ale ją zwiększa. Możliwość (ale nie konieczność) likwidacji wydziałów i w ogóle prawie dowolnego kształtowania swojej struktury znowuż zwiększa autonomię.

Udało mi się natrafić na postulaty Akademickiego Komitetu Protestacyjnego w Krakowie z 12.06.18 r. czyli sprzed niektórych poprawek. Całość możecie przeczytać tutaj: https://www.docdroid.net/qqlaVMs/opinia.pdf, a ja skrócę kilka z ich postulatów. Jednocześnie polecam chociaż przejrzenie owej opinii, bo na pewno jest ciekawa i podnosi kilka ważnych kwestii.

W pierwszym postulacie Krakowscy Akademicy piszą o "republikach rektorów". Obawa dotyczy władzy rektorskiej, która dzięki ustawie 2.0 wzrośnie. Ma otrzymać on część z uprawnień Senatu i likwidowanych wydziałów (które mają być likwidowane tylko jeśli Senat tak zdecyduje). Podobne obawy są wysuwane względem Rady Uczelni. Nie podoba mi się głównie to, że protestujący zgadzają się z tym, że obecne rozwiązania są złe  i trzeba je zmienić – ale nowe też im się nie podobają i "szukajcie czegoś innego". Reforma MUSI jakoś wyglądać.

Trochę niżej protestujący zwracają uwagę na nacisk jaki twórcy ustawy postawili na współpracę uczelni z rynkiem. Według twórców opinii nie ma nic złego w prowadzeniu działań potrzebnych rynkowi, ale nie może to być główne jego zadanie. Głównym zadaniem ma być tworzenie społeczności oraz dążenie do Idei Prawdy. I zgodziłbym się z tym w 100% gdyby tylko uniwersytety wyglądały tak jak powinny, jednak wszyscy wiemy, że dzisiaj większość z nich pełni rolę Wyższych Szkół Zawodowych, bo zwyczajnie 'produkuje pracowników dla rynku'. Ponadto jako zwolennik idei wolnego rynku nieodmiennie uważam, że współpraca z rynkiem musi się odbić dobrze na uczelniach i na gospodarce. Współpraca oznacza więcej pieniędzy, a to oznacza wyższy potencjalnie poziom zarówno dydaktyczny jak i więcej pieniędzy przeznaczonych na poszukiwanie Idei Prawdy. Sugerowanie, że teraz nagle wszyscy pracownicy naukowi uczelni wyższych w kraju rzucą się na usługi rynkowi jest niepoważne – sprzeciwiać się temu będzie społeczność, która jest w postulatach Komitetu bardzo ważna. O 'uniwersytetach peryferyjnych' nic nie piszę, bo każdy przypadek jest inny.

W ostatnim przytoczonym postulacie Komitet popisał się umiejętnościami retorycznymi w sposób nie tylko zaciemniający przekaz punktu, ale pachnący też tanią propagandą. Sami oceńcie "Uniwersytet – jeśli ma przetrwać  – nie może pozostawać w quasi-formach pańskiego folwarku, żałosnej fabryki, czy taniego przedsiębiorstwa. Te quasi-formy oszukują kolejne pokolenia, marnują ich życie i ciekawość, nie zapewniają podstawy materialnej do pozostania badaczem i badaczką". Zgadzam się – dlatego nie róbmy z uniwersytetów żałosnej fabryki czy taniego przedsiębiorstwa, tylko zajebiste fabryki i super drogie przedsiębiorstwa B-). Poza tym nie sugerujcie, że dzisiejsze rozwiązania nie oszukują pokoleń, a już na pewno nie sugerujcie, że dzisiaj nie marnują się ogromne 'pokłady ciekawości', zabijane już od pierwszych dni przedszkola, a dobijane ostatecznie właśnie na studiach. Okej, odniosłem się do formy, wracamy do meritum.

W następnym punkcie Komitet martwi się o 'unarodowienie' uniwersytetów. Bo w art. 11.1. pkt 7. ustawy 2.0 jednym z celów uczelni ma być wychowanie studentów w poczuciu odpowiedzialności za państwo polskie, tradycję narodową, umacnianie zasad demokracji i poszanowanie praw człowieka. Z tymi dwoma ostatnimi z tego co rozumiem nikt się nie kłóci – i bardzo dobrze, a co do dwóch pierwszych przeciwnicy odwołują się do międzynarodowych tradycji uniwersyteckich. Mają oczywiście rację, bo i termin 'wychowanie' w stosunku do dorosłych ludzi jest śmieszny i świat nie działa w taki sposób, żeby uniwersytet mógł jakoś znacząco wpłynąć na uczucia narodowe studentów. Ten punkt wydaje mi się nie tyle szkodliwym, co niepotrzebnym.

Do dwóch ostatnich (kilka pominąłem) punktów odezwy Krakowskich Akademików odniosę się krótko, zbiorczo i 'moim zdaniem'. Otóż – moim zdaniem – obecna sytuacja, w której w kraju uniwersytetów jest ogromna ilość, produkują rocznie tysiące absolwentów, z których jakiś tam procent zostaje później doktorami to absurd. Nie każdy musi mieć magistra, nie każdy musi mieć licencjat. Dawniej wykształcenie wyższe było dla tych ludzi ze specjalnymi predyspozycjami. Większości wystarczało wykształcenie podstawowe, potem część miała średnie, a tylko część z nich dostawała się na studia wyższe i tam były wyciskane z nich siódme soki, aby odpowiadali swoją postawą i wiedzą profilowi magistra, a później może doktora. Nie uważam aby osoba, która ma predyspozycje do wyższego wykształcenia była w jakikolwiek sposób lepsza od osoby, która skończyła na średnim i wyrobiła sobie odpowiadający sobie zawód. Podobno (nie mam źródła, więc możecie mi nie wierzyć) w Niemczech 80% uczniów kierowanych jest do zawodówek, a tylko 20% do liceów, by potem iść na studia wyższe.

Z resztą – czy informatyk po pięcioletnim technikum musi iść na 5 letnie studia aby porządnie nauczyć się programować? Mając przy tym przedmioty w stylu 'komunikacja międzykulturowa'? Z moich rozmów ze znajomymi informatykami wynika, że wystarczyły by kilkuletnie kursy, ale idą na studia bo wszyscy idą, studia są za darmo, a wśród 90% magistrów słabo wygląda papier technika, nawet jeśli nie niesie za sobą gorszych umiejętności. Ale koniec moich przemyśleń, nie roszczę sobie prawa do pouczania wszystkich na około, nie jestem ekspertem.

Spośród innych głosów będących sceptycznie nastawionymi do ustawy 2.0 mówi się o nieprzejrzystości ustawy, chaosie jaki będzie towarzyszył reformom, szybkości w jakiej mają być dokonywane zmiany, niepewności do samego końca jak dokładnie mają wyglądać reformy. Niektórzy obawiają się, że faktyczny stan polskiego szkolnictwa wyższego będzie nadawany przez akty wykonawcze, a nie przez samą ustawę. Wreszcie największe obawy, w tym moje osobiste, podnosi kwestia ujednolicenia dyscyplin naukowych, która sama w sobie może i wydaje się sensowna, ale wprowadzi ogromny chaos i może zaowocować wieloma niepożądanymi rozwiązaniami.


Biblioteka Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Podsumowanie

Celem pisania niniejszego artykułu nie była gloryfikacja ustawy 2.0. Owszem, przy całej mojej wiedzy jestem zwolennikiem wprowadzanych reform, ale nie dlatego, że same w sobie wydają mi się idealne. Popieram Konstytucję Dla Nauki ponieważ uważam ją za pierwszy krok w stronę pozytywnych zmian. I na pewno trzeba będzie jeszcze korygować system, może zrezygnować z części rozwiązań, może wprowadzić kilka zupełnie nowych. Może się nawet okazać, że za kilka lat będzie konieczna nowa Konstytucja Dla Nauki, ponieważ wyjdą nieoczekiwane problemy. Ale coś ruszyć w końcu trzeba, a ta ustawa to właśnie rusza.

Podoba mi się fakt, że autorzy ustawy odwołują się do już wypracowanych na zachodzie rozwiązań. Nie dlatego, że nagle wszystko co zachodnie jest super i wspaniałe, ale te rozwiązania działają, więc po co wymyślać koło od nowa? Poza tym współpraca naszych ośrodków akademickich już teraz kieruje się w dużej części na zachód i będzie to robić dalej, zbliżenie naszego systemu do systemu międzynarodowego tylko tę współpracę ułatwi.

Podoba mi się też, że są głosy sprzeciwu. Wiele z nich zostało uwzględnionych w poprawkach do projektów ustaw. Nie podoba mi się forma tych protestów (okupacja? serio? co Wam zrobili ci biedni portierzy?), ale to już inny temat. Poza tym niektórzy z przeciwników skupiają się na mniej istotnych rzeczach, jak na przykład zmiana nazwy uczelni. Ustawa ma sporo słabych punktów i naprawdę można się odnieść do wielu innych rzeczy, tymczasem na moim kampusie i na facebookowych grupach mojego uniwersytetu najgłośniej obawiano się właśnie o nazwę uczelni.

Nie podoba mi się to, że w ustawie wiele jest niejasności. Jak ma wyglądać system dyscyplin? Jak ma wyglądać obiecane wsparcie dla mniejszych ośrodków regionalnych? Na to i wiele innych pytań przyjdzie nam jeszcze poczekać, bo jak to mówią 'wyjdzie w praniu'.

Podsumowując napiszę raz jeszcze – nie uważam ustawy 2.0 za idealną, ale oczekuję, że jest ona pierwszym krokiem na drodze ku lepszej przyszłości polskiego szkolnictwa wyższego.


Na zdjęciu rozpoczynającym wpis Collegium Novum UJ. Zdjęcie zrobione telefonem. Nie, nie chodzę na UJ, ale on też był okupowany przez protestujących. Na innych zdjęciach inne uniwersytety jakie udalo mi się złapać w obiektyw.


Źródła

POBIERZ PROJEKT USTAWY STĄD: http://konstytucjadlanauki.gov.pl/pobierz-projekt

Polecam przejrzenie samej ustawy. Fragmenty o stypendiach, odpowiedzialności dyscyplinarnej, czy przepisy szczegółowe można pominąć, przez co ustawa znacznie traci na objętości.

Twetty będące źródłem tekstów z samego początku wpisu:

https://twitter.com/NCAFC_UK/status/1004791981128716288

https://twitter.com/AKPwK/status/1006683374075961344

https://twitter.com/MostowyMich/status/1005750522148728832

https://twitter.com/ORPlodzki/status/1006992252495949824

Broszura informacyjna MNiSW o KDN: http://konstytucjadlanauki.gov.pl/content/uploads/2018/05/broszura-kdn.pdf

O algorytmie przyznawania środków uczelniom wyższym: http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/985221,gowin-nowy-sposob-finansowania-uczelni-podniesie-poziom-ksztalcenia.html

Tutaj też: http://https://finanse.wp.pl/wkrotce-poznamy-pelen-projekt-reformy-gowina-diabel-tkwi-w-szczegolach-6163909822465665a

Najnowsze zmiany w projekcie, nie uwzględnione jeszcze w broszurze: https://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-ministerstwo/konstytucja-dla-nauki-przyjeta-przez-komisje-sejmowa.html

Wywiad z ministrem Gowinem, w którym jest mowa o wydziałach: http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C27992%2Cgowin-przedstawil-projekt-reformy-szkolnictwa-wyzszego-i-nauki-po

Jeden z artykułów dot. sprzeciwu wobec ustawy: http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/1137659,ustawa-2-0-szansa-czy-zagrozenie-dla-uczelni.html

Oraz liczne rozmowy ze środowiskiem akademickim, od studentów, przez doktorantów, aż do profesorów.

Comments

(2 Comments)

  • A

    Dzięki za rzetelne wyjaśnienie ustawy. Przy natłoku mediów i protestów można łatwo ulec jakiemuś wpływowi, ale teraz więcej z tego rozumiem.

    • Wojciech Dabek

      Nie ma sprawy! Starałem się to zrobić możliwie rzetelnie. 

  • Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *