Obiecana relacja z Rajdu Olgi

XVIII Rajd im. Olgi Drahonowskiej-Małkowskiej obył się w ostatni weekend w Krzeszowicach. Ot niespodzianka.

Dla mnie na Rajdach Olgi zawsze fabuła czy to co się dzieje programowo jest drugorzędne względem tego jacy ludzie mnie otaczają. W tym roku nie byłem opiekunem moich kochanych Wenedów bo wszyscy stali na punktach na grze dziennej, czyli byli kadrą. Wobec tego zostałem opiekunem dzieciaków z 44 DH „Orliki”, czyli mojej pierwszej drużyny w której spędziło się hoho lat i której dalej uważam się za członka.

Przyznaję, że wcześniej nie znałem nawet imion większości moich dzieciaków z patrolu – na szczęście nauczyłem się ich już pierwszego wieczoru. Moja opieka polegała głównie na tym, że byłem cały czas w pobliżu i zwracałem uwagę na to co się dzieje – nie musiałem za bardzo ingerować bo po pierwsze świetnie sobie radzili, a po drugie przyboczny drużyny jest świetny i wszystko świetnie ogarniał. Wykorzystałem wolny czas na dwie główne rzeczy – zrobiłem około 600 zdjęć (chociaż żadnego takiego „ŁAŁ”) i uczyłem się od członków mojego patrolu.

Już jako drużynowy odkryłem, że absolutnie każdy człowiek jest inny. Brzmi trywialnie, ale to nie jest „inny” na zasadzie „inaczej nudny, ma inny zestaw nudnych cech” tylko inny w znaczeniu „każdy potrafi coś innego, myśli inaczej, widzi inne rzeczy, wyciąga inne wnioski”. Dotyczy się to nawet bliskiego rodzeństwa, nawet bliźniaków, a może w ich wypadku lepiej to widać. Inne żarty go najbardziej śmieszą, inny ma pogląd na to jak wykonać dane zadanie, inaczej kontaktuje się z ludźmi, inaczej komunikuje uczucia, potrzebuje inaczej wyrażonej uwagi. Zawsze jak piszę takie rzeczy to mam wrażenie, że patos i patetyzm zupełnie ośmieszają treść o której mowa, ale trudno.

Nie chodzi mi o to, że po 50h spędzonych z dzieciakami znam je na wskroś, wręcz przeciwnie. Chodzi mi o to, że wystarczy poznać kogoś odrobinę i już widać cały szereg cech, którymi się wyróżnia, cały ogrom potencjału jaki może – ale nie musi – kiedyś zrealizować. Inaczej się patrzy na tłum po „odkryciu” tej oczywistości, inaczej się myśli o nauce, polityce, sztuce.

Koniec. Nie rozpisuję się dalej, bo zacznę się powtarzać. Na Rajdy Olgi polecam przyjeżdżać bo każdy jest inny, a wszystkie są świetne. Nawet jeśli gdzieś nie wyjdzie coś organizacyjnie to tak jak napisałem – program jest drugorzędny, liczą się ludzie na około.

Na koniec dodam jeszcze o jednej absolutnej porażce na Rajdzie, która jest też po części moją winą. Na całym Rajdzie były może trzy gitary. Sam wziąłem aparat, bo myślałem, że gitar będzie więcej niż patroli, a tutaj proszę… Na ognisku, które kończyło nam sobotę były obecne trzy aparaty i tylko jedna gitara. Porażka. Za rok będę bardziej przezorny.

Na zdjęciu Gladiator z Krzeszowickiego rynku.

 

Comments

(0 Comments)

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *