Wojna nigdy się nie opłaca

Od razu zaznaczę, że skupię się w moim tekście na aspekcie gospodarczym prowadzenia wojen.

Rynek to sieć powiązań między producentami oraz między producentami i konsumentami. Bardzo mało produktów konsumpcyjnych dzisiaj wytwarzane jest w 100% w jednym warsztacie, nawet pomijając konieczność zdobycia surowców. Im większa owa sieć, im ma więcej uczestników (osób fizycznych, przedsiębiorstw) tym więcej możliwości otwiera się na owych uczestników i tym lepiej działa mechanizm konkurencyjny.

Zatem: duża sieć połączeń > mała sieć połączeń.

Państwowa granica to w gruncie rzeczy kreska na mapie + udziwnienia. Owe udziwnienia w dzisiejszej europie to najczęściej parę słupków w lesie, czasem jakiś posterunek. W innych miejscach mogą one przyjąć coraz to bardziej militarne formy – aż do najlepiej ufortyfikowanej granicy na świecie między Koreami.

Jak to się łączy? Otóż kiedy granica to tylko kreska na mapie sieć połączeń tworzących rynek może bez przeszkód się rozprzestrzeniać – działając dla zysku każdego z jej uczestników. W miarę coraz to szczelniejszego zamykania granic owa sieć ma coraz mniej połączeń między jedną stroną kreski a drugą. To postępuje, aż do całkowitego zamknięcia granic gdzie sieć nad granicą ma tyko słabe, przemytnicze połączenia, które są tępione.

W takim razie pełne otwarcie granic = potencjalnie największa sieć połączeń; zamknięcie granic = znacznie mniejsza od potencjalnej sieć połączeń.

Wszelkie pieniądze zebrane przez państwo w podatkach gdyby nie zostały zebrane byłyby wydane na coś innego, inaczej nie byłoby sensu zbierać ich w podatkach. Trzeba tylko zaznaczyć rozróżnienie – dla organów państwowych zupełnie innym dobrem jest Państwowy chodnik niż Prywatny chodnik, nawet jeśli obydwa miałyby być udostępnione za darmo i w podobnym stanie.

Zatem kiedy państwo ściąga podatki w celu zakupu X wyprowadza potencjał z owej sieci połączeń.

Kiedy państwo zakupuje np. drogę, albo halę sportową jest szansa, że część zapłaconych podatków wróci w usłudze do podatników. Pomińmy już to czy owo "wróci" jest warte zachodu.

Kiedy za to państwo kupuje broń, żeby zdetonować ją za granicą żadna wartość zza owej granicy do nas nie wróci. Chyba, że jako kolejna bomba, ale płacimy raczej za to, żeby ona do nas nie wracała w ten sposób.

Oznacza to, że środki (surowce, praca, czas) zużyte na produkcję owej bomby dla samego dobrobytu ludzi zostały zmarnowane.

Więcej – prawdopodobnie w wyniku zrzucenia owej bomby zginą ludzie, albo przynajmniej zostaną zniszczone zasoby (np. infrastruktura), które mogłyby stanowić część owej sieci połączeń przysparzającej wszem i wobec dobrobytu – gdyby tylko nie toczyła się wojna.

Dodatkowo sieci połączeń handlowych w czasie zrzucania bomb są zakazane, z resztą nawet jakby nie były to z racji patriotyzmu i lojalności dla swoich mało kto podejmowałby jakiekolwiek próby kontaktów z ‘wrogiem’.

Pod względem gospodarczym wojna przynosi straty.

Tutaj należy przypomnieć, że kradzież jest zła i nielegalna w każdym cywilizowanym kraju, więc argumentowanie o możliwości kradzieży zasobów bądź ziemi jest może i zgodna ze stanem faktycznym, ale nie do przyjęcia w dyskusji. Owszem, na pierwszy rzut oka wojna grabieżcza może się wydawać opłacalna, jednak zaprzeczanie praw własności, niszczenie poczucia bezpieczeństwa, a wreszcie zabijanie własnych i cudzych obywateli również nie są opłacalne – w długim okresie. Ale to już temat na inny wpis


Na ten temat można pisać całe tomy. Mój tekst co najwyżej pokazuje kierunki myślenia. Oczywiście nie piszę o wojnie obronnej, ponieważ to zupełnie inna rzecz, obrona przed kradzieżą to nie kradzież (ale może się w nią przerodzić).

Na zdjęciu najbardziej militarna rzecz jakiej zrobiłem ostatnio zdjęcie – Zamek Tenczyn w Rudnie, niedawno odremontowany (prace chyba nadal trwają).

Comments

(0 Comments)

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *