Herbata Gruzińska

Zdarzyło się tak, że władze ZSRR postanowiły uniezależnić się od dostaw herbaty z Chin. Herbata jest bardzo ważna dla Rosyjskiej kultury i pozostawała ważna również w czasach komunizmu, więc rezygnacja z jej picia nie wchodziła w grę. Trzeba było złożyć własną plantację.

Herbata jest rośliną tropikalną, a Rosja nie bez powodu kojarzy się z zimnem i śniegiem. Wysokie temperatury w czasie krótkiego lata nie wystarczą, pogoda musi być odpowiednia przez cały rok. Na szczęście dla chcących hodować herbatę władz ZSRR było większe niż sama Rosja. Najlepiej oceniono warunki panujące w Gruzji.

Poproszeni o opinię Brytyjczycy, którzy w Indiach pokazali, że znają sie na hodowli herbaty, powiedzieli, że nie wyrośnie tam ani jeden zdrowy krzak herbaty. Sowieci mieli inne zdanie i już wkrótce górzysty krajobraz Gruzji został wzbogacony o liczne plantacje herbaty.

Rodzima, sowiecka herbata wspierana przez aparat propagandowy szybko stała się hitem. Dodawano wylądowała na wszystkich stołach Związku Radzieckiego. Pita z dużą ilością cukru i z tradycyjnymi konfiturami, przygotowana na nieodłącznym samowarze.

Jednak plantacje w Gruzji nie były aż tak wydajne aby zaspokoić cały popyt ogromnego ZSRR. Szybko zaczęto stosować bardzo intensywne metody upraw, w tym sztuczne nawozy i agresywne opryski, przez co gleba się wyjałowiła a krzaki zaczęły chorować. Plantacje zaczęły dawać coraz mniejsze plony, do sprzedawanej herbaty dodawano wypełniacze – w pewnym momencie nawet trociny.

Spadek jakości był zauważalny, więc Rosjanie szybko przestali korzystać ze złej jakości Gruzińskiej herbaty. To był gwóźdź do trumny sowieckich plantacji. Jednak nie umarły one całkiem. Udało się odratować ostatnie krzaki z Kaukaskich ogrodów herbacianych. Dzisiaj herbata jest uprawiana tam znacznie bardziej ekstensywnie i naturalnie, przez co dając mniej plonów mogą się rozwijać.

Dostałem wczoraj dwie paczki Gruzińskiej herbaty. Czarną i zieloną. Widać je obie na załączonych zdjęciach. Dzisiaj rano zaparzyłem pierwszą z nich. Jej smak jest bardzo nietypowy, nie przypomina żadnej innej herbaty czarnej, którą piłem dotąd. 

Brak tej herbacie charakterystycznych nut smakowych kwaśnych (tylko dla mnie są kwaśne, smak jest subiektywny ) Keemunów czy Darjelingów, nie czuć słodkości piernika herbat z Yunnanu a już na pewno w niczym nie przypominają Brytyjskich mieszanek English. W pewnym momencie widziałem podobieństwo do herbaty Tureckiej, której geograficznie najbliżej do herbat Gruzińskich, ale po kilku kolejnych łykach wrażenie podobieństwa mi przeszło.

Określiłbym jej smak na cierpki, gorzki i mocny. Drugie parzenie znacznie bardziej wyraziste niż pierwsze. Parzyłem ją mniej niż dwie minuty z racji na wysoki stopień rozdrobnienia liści. Po nasiąknięciu stają się wyraźnie większe, ale widać, że to herbata mielona. Na opakowaniu herbaty czarnej instrukcja mówiła, żeby parzyć ją w temp. 90-95 stopni, ja zalewałem wrzątkiem, kiedyś spróbuję parzyć zgodnie z instrukcją. 

Nie mogę się doczekać aż spróbuję herbatę zieloną – jej liście są dużo większe a zapach bardziej intensywny niż czarnej. Ale to może wieczorem. Na opakowaniu herbaty zielonej nie znalazłem instrukcji zaparzania – w ogóle była na nim jedna naklejka mniej. Będę miał zabawę próbując samodzielnie.

Na zdjęciach odpowiednio Czarna i Zielona herbata gruzińska. Na samym dole prezentuję zdjęcie opakowań, które zrobiłem oczywiście po tym jak już otworzyłem herbatę, bo kto by pamiętał, żeby zrobić je wcześniej Stąd też jakość zdjęcia.

Comments

(0 Comments)

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *