Moda męska jest jak sałatka – wrzucasz co znajdziesz w szafie

Zanim zacząłem się ubierać w stylu smart casual (albo businnes casual) myślałem, że będę musiał się nieźle starać, żeby jakoś wyglądać, łączyć ze sobą kawałki i tak dalej. Okazało się, że nie do końca – dopóki ubieram się "na codzień", czyli bez jakichś nadzwyczajnych okazji to nie jest wcale tak bardzo skomplikowane. 

Opiszę zaraz mój typowy zestaw – może komuś pomóc zacząć wejść w ten, bądź co bądź, całkiem szeroki i ciekawy świat casualu (jakoś to trzeba nazwać), jednak najpierw mała dygresja do tematu – do "sałatki" naszego ubrania wrzucamy to co znajdziemy w szafie – a tam znajdują się tylko składniki, które zostały starannie dobrane w momencie ich kupowania. Nie kupujemy badziewia przez co nie ma ryzyka, że je ząłożymy.

Koszula – absolutna podstawa. Moim zdaniem – im bardziej klasyczna tym lepiej. Biała, klasyczna koszula z prostym kołnierzykiem zawsze wygląda dobrze. To jest baza, którą ewentualnie możemy modyfikować, poprzez dodanie koloru, kratki, może jakiegoś innego kształtu kołnierzyka (jakiś włoski?) i podobne. Bazą są koszule z mankietami na guziki, ale spinki są ok – tylko z umiarem, żebyśmy nie wyglądali jak rosyjski oligarcha na wakacjach. Kamienie szlachetne lepiej schować do sejfu.

Tylko teraz uwaga – producenci lubią strasznie z koszulami szaleć. Czarne guziki, obszycia w innym kolorze, wyszywane wzory, fantazyjne kształty kołnierzyków… Można to nosić, jasne – ale to nie jest ta twarda surowa baza i jeżeli to zakładać to świadomie, inaczej możemy wyglądać śmiesznie. 

Gdzie kupować? Opcje są tak naprawdę trzy – krawiec (no ale jego zostawmy), sieciówki – czasami ciężko znaleźć klasyczne kroje, ale da się. Czasami te ceny są zbyt duże w stosunku do jakości, ale wystarzy pogrzebać. Trzecia opcja – second hand. Niektórzy widzą w tym coś złego, ale ja widzę tylko możliwość zakupienia porządnych koszul, często całkowicie nowych, za niewielkie pieniądze.

Materiały – najbardziej popularna i bardzo w porządku jest bawełna. Do niej czasem się dodaje różne sztuczne dodatki, ale im więcej bawełny tym generalnie lepiej. Poza tym chodziłem w koszulach z lnu i one są świetne na gorące dni, ponieważ przewiewają, niestety dużo ciężej je dostać.

Marynarka – again – im prostsza tym lepsza. Krojów marynarek jest tyle ile krawców razy ilość ich pomysłów, niemniej tutaj też mamy twardą klasykę – bez przesadzania z kształtami, bez przesadzania z wielkością klap, kolory stonowane – to podstawowe zasady. 

To o czym się często zapomina i co boli patrzącego nie tylko na wiejskich weselach, ale i na salach wykładowych uniwersytetów to niedopasowanie marynarki. Za dużą jest kupić tak samo łatwo jak za małą. Po 20 latach w tej samej marynarce można mocno zmienić swoją tuszę. Marynarka ma po prostu pasować. 

Kolejnym haczykiem są też rękawy. Powinny być krótsze niż te w koszuli – ponieważ koszula powinna wystawać spod marynarki (około 1cm, ale to dość płynna granica, bo nie da się jej utrzymać cały czas takiej samej). Rękawy w marynarkach sprzedawanych sieciowo są z reguły za długie, bo łatwiej jest rękaw skrócić niż wydłużyć z niczego. Każdy krawiec powinien spokojnie się tym zaopiekować.

Zakupy – to samo co przy koszulach. Przy czym osobiście polecam kupić marynarkę drożej niż koszule, bo je zmienia się codziennie, a w marynarce się chodzi i chodzi…

Materał – im naturalniej tym lepiej (znowu). Tutaj głównie chodzi o nasz komfort bo inaczej się pocimy w sztucznym materiale z poliestru, a inaczej w marynarce z lnu, bawełny, wełny itp. Niemniej poliester to nie jest tragedia, a może być udużo tańszy.

Krawat – to jest towar, który się nie psuje. Raz kupiony krawat można nosić i nosić… Byle nie ubrudzić i może czasem przeprasować. 

Czy tak jest? Tak i nie. Przeglądałem szafy swojego ojca i dziadka w poszukiwaniu ciekawych krawatów. I owszem – technicznie nic im nie było, większość była czysta, nie zniszczona. Jednak na przestrzeni lat krój i wzory krawatów zmienił się strasznie. Krawaty dziadka były szersze niż moja dłoń i pełne fantazyjnych kwiatów, zwierząt i innych kształtów, które dzisiaj pasowałyby bardziej na zwiewną sukienkę na lato niż na krawat. Krawaty ojca już węższe i o znacznie bardziej stonowanych kolorach były za to niebywale krótkie! Taki krawat zawiązany ciasno pod szyją sięgał mi do połowy brzucha. Nope – dzięki tato, kupię sobie jakieś krawaty.

Dzisiajesze krawaty są dłuższe (po zawiązaniu oba końce krawata mają sięgać mniej więcej klamry pasa – to stan idealny, można trochę skrócić cieńszy koniec, bo i tak go nie widać). Szerokość – u mnie to są 3-4 palce. Generalnie w sklepach sprzedaje się już raczej krawaty o tej samej szerokości, więc z tym nie będzie problemu. Wzory – stonowane kolory, które wybiera się do twarzy (mnie pasują najbardziej niebieskie i błękitne). Drobne paski, kratki, gładkie. Czasami w sytuacjach całkiem nieformalnych można ubrać coś z jakimś wzorem – to już jest dość osobiste.

Zakupy? Moje najlepsze krawaty kupiłem w jednym z supermarketów. Leżały kilka alejek od mrożonek. I to są naprawdę ładne i porządne krawaty, kosztujace po 10 zł. Poza tym znowu – second hand nie gryzie. W sieciówkach krawaty są już najczęściej droższe niż są warte.

Moim zdaniem materiał z jakiego jest zbudowany krawat nie ma takiego znaczenia. Nie pocimy się przez niego, a poliester jest najczęściej po prostu tańszy i ciężko go odróżnić od naturalnych materiałów. Niemniej jedwab, wełna czy inne naturalne materiały są jak najbardziej mile widziane. Krawaty z Aliexpressu 

Jeszcze jedno – czarny krawat jest na pogrzeb. Tylko. Czarne z czymś, np. z białą kratką, czy coś takiego mogą być codzienne, ale całkiem czarny to pogrzeb, stypa i żałoba.

Poszetka – idę może trochę nie po kolei, ale co tam. Poszetka to taka mała chusteczka, którą wkłada się w kieszonkę marynarki "na klacie". Poszetka może mieć najprzeróżniejsze wzory – od obrazków (których i tak nie będzie widać) do fantazyjnych wzorów. Klasyka jest całkiem biała, ale to jest element, z którym można chyba najbardziej swobodnie poszaleć. Dobiera się ją do koszuli – chociaż moim zdaniem do białej pasuje w sumie wszystko. Zasada jest jedna – nie może być dokładnie taka sama jak krawat. Nawet jeżeli ma podobny kolor, to wzór musi być inny.

Zakupy poszetek nie są takie proste – w second handach raczej ich nie znajdziemy. Pozostają sieciówki, gdzie jednak poszetki mogą nie być takie tanie. Żeby podać przykład napiszę, że bardzo porządną poszetkę kupiłem w urokliwym sklepiku na hali dworca głównego w Krakowie (to bardziej galeria niż dworzec) za 30 zł, ale to i tak była najtańsza poszetka z obecnych.

Spodnie – nie jeansy xD Znaczy… no dobra, chodziłem tak, ale serio są lepsze opcje. Chinosy, czinosy czy po prostu materiałowe spodnie z cienko tkanej bawelny, lnu (polecam mocno!) czy innych materiałów. Jak zwykle – im prostsze tym lepsze. Kolory? Można poszaleć, ale lepsze są stonowane. Niemniej nie bójmy się jasnych spodni. Raczej nie wszyscy mieli ten problem, ale ja długo wzdrygałem się na myśl o jasnych spodniach – nie wiem w sumie dlaczego.

Kupujemy to w second handach (będę je polecał do znudzenia, również z ekonomicznego punktu widzenia) albo sieciówkach. Polecam kupić ciaśniejsze, bo gorsze materiały strasznie się rozchodzą i można mieć mylne wrażenie, że się sporo schudło.

Buty – to już jest grubszy temat. Znaleźć klasyczne buty jest ciężko. Producenci uwielbiają szaleć i się popisywać jak to nie można połaczyć kolorów, wcisnąć gumek itp. Prawdziwe porządne klasyki są naprawdę drogie. Temat jest tak szeroki, że aż go nie poruszę – kiedyś pewnie o tym napiszę, ale na razie musisz skorzystać ze źródeł zewnętrznych.

Kilka szybkich porad – mają być wygodne, bo uwierające buty są bardziej denerwujące niż każda inna część garderoby. Im bardziej skórzane tym lepsze bo zdrowsze i mniej będą się rozwalać. Podeszwa albo skórzana (lepsza, droższa) albo sztyczna (tańsza, też nie taka zła). Stukanie o posadzkę jest dobre. "Góralskie wzorki" o których nie mogłem się przekonać są dobre.

 

To tyle z podstaw.

Są jeszcze kamizelki, które bardzo zawsze polecam bo wygląda się w nich po prostu lepiej o ile się nie ma wyżeźbionej jak herkules sylwetki, jest jeszcze kwestia pasków, płaszczy, dobierania kolorów itp. Niemniej ten wpis i tak jest zbyt długi, więc zostawmy to na jakiś inny dzień.

Na zdjęciu ja z kiedyś. Nie było żadnej imprezy, ubiór codzienny.

Comments

(0 Comments)

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *