Przerażająca nauka

Całkiem się dzisiaj przeraziłem. Jednocześnie zrobiło mi się bardzo smutno. Towarzyszyła temu nuta nostalgii, ale też tona zażenowania. Prościej – wyrzucałem dzisiaj stare podręczniki i zeszyty z podstawówki, gimnazjum i liceum. Zarówno swoje jak i swoich sióstr, starszych o 5 i 9 lat.

Co mnie tak przeraziło? Te podręczniki nudno się nawet przeglądało. W większości były po prostu brzydkie. Tekstu na stronie było tyle, że często nawet nie chciało mi się szukać słów kluczy, żeby dowiedzieć się czego dotyczy temat. Rzadko widziałem chociażby pogrubienia albo podkreślenia. Oczywiście im nowsze podręczniki, tym było lepiej, ale większość tych, które znalazłem po prostu odstraszała.

Byłem dość przykładnym uczniem i notowałem praktycznie wszystko, co dyktowali nauczyciele – a to w połączeniu z moim nieestetycznym pismem też wyglądało jak katastrofa. Aczkolwiek gdybym pisał kaligraficznie to byłaby po prostu ładna katastrofa, więc nie upatrywałbym w tym swojej winy.

A do tego wszystkiego flashbacki:

Ściana tekstu, na kilku stronach zeszytu i ucz się uczniu do kartkówki.

Nauka to Twoja praca, potem będzie czas na przyjemności.

Nie wiem do czego się Wam to przyda, to po prostu trzeba umieć.

Jak zrobisz ćwiczenia na jutro to absolutnie nic się nie stanie, ale jak nie zrobisz to będziesz miał ZŁĄ OCENĘ.

I kilka innych. I tak, wszystko zależy od nauczyciela i jego podejścia. Z tym, że nie wszystko. Nawet najlepszy nauczyciel po wejściu do klasy, w której siedzi 30 uczniów nie może każdemu poświęcić tyle czasu ile każdy z nich potrzebuje – jakby połowa potrzebowała po 1 min [to super mało] to już mamy 1/3 lekcji z głowy.

Nie chcę się znowu rozpisywać na temat tego jaki jestem nieszczęśliwy, bo dręczono mnie w szkole każąc mi się uczyć albo zabraniano biegać po korytarzu. Nie o to chodzi.

Dla kontrastu za to podam przykład podręcznika, z którego po prostu przyjemnie mi się uczy. Mowa o książce do angielskiego autorstwa jednej YouTuberki (nie napiszę której, żeby nie było, że product placement, ale wszyscy się domyślą, jak powiem, że jej kanał to 'Po cudzemu').

Gramatyka (czyli jedna z nudniejszych rzeczy do nauki ever) jest wyjaśniona prosto i krótko, bez zbędnych 'imiesłowów' czy innych 'przydawek'. Treści zadań są pisane tak jak ona mówiłaby to na kanale – dasz radę, wierzę w Ciebie! – a w zadaniach nie raz tłumaczyłem jakieś suche angielskie kawały, albo teksty piosenek. Do tego dołóżcie świetne formatowanie, pełne kolorów, obrazków, cytatów z filmów i nawiązań do popkultury, oraz 'The end with Friends' na końcu każdej lekcji i mamy przepis na książkę, do której sięgam jak mi się nudzi i chcę porobić coś FAJNEGO, interesującego.

Okej, napisanie takiej książki może i nie jest proste – ale nie trzeba ich pisać setki, a w zespołach przygotowujących podręczniki w wydawnictwach pracuje dużo osób.

Może idźmy tą drogą? A jeżeli nie 'oficjalnie' to może chociaż prywatnie szukajmy książek, z których będziemy się z przyjemnością uczyć PO szkole?

Jeżeli ktoś ma jakiś inny przykład podobnych książek świetnych do nauki czegokolwiek to niech da znać

Zdjęcie robione telefonem, bo mój obiektyw umarł i muszę kupić nowy.

Comments

(0 Comments)

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *