Uczniowie do książek – nie do lektur!

Do połowy liceum czytałem wszystkie lektury.

Teraz mnie własna konsekwencja jednocześnie napawa podziwem ale i przerażeniem. Bo z jednej strony fajnie – byłem obowiązkowy, odrabiałem zadania, super. A z drugiej strony – zmarnowałem masę czasu. I sporo nerwów.

Owszem, moją ulubioną książką jest "Potop" Sienkiewicza. Wracam do tej książki przynajmniej raz w roku, używam do tego audiobooka, którego lektor jest mistrzem w swoim fachu – Pan Marek Walczak. Nadaje on każdej postaci charakter kojarzący się z filmem Hoffmana z '74. Moim zdaniem łączy to co najlepsze z książki z tym co najlepsze z filmu. I tak – jest to lektura. Jednak jego przeczytałbym i tak, wcześniej czytałem "Ogniem i Mieczem" bez przymusu, później "Pana Wołodyjowskiego".

Jednocześnie w kanonie obowiązkowych lektur była też "Ferdydurke", o której wiedziałem z góry, że mi się nie spodoba. Miałem rację. Przetrwałem tę powieść tylko dzięki temu, że czytał mi ją do słuchawek niezastąpiony Piotr Fronczewski, który dałby radę przeczytać w porywający sposób chyba nawet instrukcję obsługi pralki.

"Lalkę" czytałem na długo przed tym zanim zaczęliśmy ją omawiać na lekcjach polskiego – i znowu bardzo mi się spodobała. "Dziady" zmęczyłem tuż przed omawianiem i wtedy na nie wyklinałem, jednak im mniej pamiętam ze szczegółowych opisów sceny księdza Piotra tym milej wspominam samą książkę. "Syzyfowe prace"? To już była, o ile dobrze pamiętam jedna z pierwszych lektur, które przekartkowałem czytając co dziesiątą stronę – i ani trochę nie żałuję. Z tych dawniejszych pamiętam jak się męczyłem z "Awanturą o Basię" – jeżeli ta książka miała mnie zachęcić do czytania to zniechęcała, jeżeli do myślenia nad światem – to nie nabiera się refleksji będąc znudzonym, albo wkurzonym, że musi się ślęczeć nad tą historią.

Uff… Przejdźmy do meritum, bo aż wstyd wylewać frustrację w ten sposób.

No właśnie – ale co innego pozostaje uczniom byłym i obecnym poza frustracją? Jak ktoś nie chciał czytać książek to testy, na które odpowiedzi można było znaleźć w necie, albo ściągnąć od kolegi go do tego nie przekonały. Jak ktoś chciał tak jak ja – to musiał przerywać ciekawą książkę, żeby nadgonić lekturę. Obydwie sytuacje rodzą frustrację. Powinniśmy zacząć od tego…

…do czego mają służyć lektury?

Mają nauczyć o historii epoki, jej kulturze i stosunkach społecznych? Część lektur na pewno temu służy, chociażby wspomniany "Potop" czy "Mistrz i Małgorzata". Ale to w średniej, a podstawówka? W czym uczy o kulturze "Akademia Pana Kleksa", albo ukochany przeze mnie "Mikołajek"? Okej, to szukajmy dalej.

Mają zachęcić do czytania książek? Muszę komentować to zagadnienie? Autorka niżej podlinkowanego artykułu, pod którego wpływem piszę ten wpis roznosi ten argument w proch jednym zdaniem: "W czasach, w których wystarczy wygooglować Polską Sekcję IBBY, by znaleźć wartościową powieść, uczniowie nie znają nazwisk współczesnych twórców, którzy właśnie dla nich kreują nowe światy, bohaterów na miarę dzisiejszych czasów, z których marzeniami i lękami będzie się mógł utożsamić dzisiejszy nastolatek". Tyle w temacie.

Mają skłonić do refleksji nad światem, życiem, ludźmi? I ich problemami z XVII wieku? Refleksji nad tym, czy zaborca jest zesłany przez szatana czy przez Boga jako kara? Super. Może to i jest argumentum ad absurdum, ale dyskutuję z nim wyżej – nie skłaniają do refleksji teksty, których nie chce się czytać, które frustrują.

Może mają nauczyć patriotyzmu? I odpowiedzi na pytanie – zginąć za ojczyznę teraz, czy w powstaniu? Już więcej postaw patriotycznych uczy się na Wiedzo o Społeczeństwie, gdzie jest o wyborach i przestrzeganiu prawa.

Uczniowie do książek – nie do lektur

Podsumowując chciałbym dodać bardzo ważną rzecz – nie oskarżam nauczycieli. Podstawa programowa jest jaka jest i nawet najlepszy nauczyciel nic z tym nie zrobi. Pozostaje mi tylko nadzieja i prośba, że ci nauczyciele będą kierować swoich uczniów do książek, ich fabuły, świata, postaci z całym ich życiem wewnętrznym, nie do lektur, z których ma być test albo egzamin.

I szalony pomysł na koniec – co by było gdyby zacząć zadawać jako lektury też filmy, nie tylko książki? Stare ekranizacje lektur często są na bardzo wysokim poziomie (chociażby Sienkiewiczowska Trylogia w wykonaniu Hoffmana). A może gry komputerowe, których jest coraz więcej dopracowanych fabularnie?


Polecam przeczytanie artykułu pani Natalii Wilk-Sobczak, o którym pisałem wyżej TUTAJ.

Lista lektur dla szkoły średniej.

Lista lektur dla szkoły podstawowej.

Comments

(2 Comments)

  • Paweł

    Wygląda mi na to, że postawiłeś 4 tezy na temat tego po co są lektury (uznajmy z nich 3, bo tę o patriotyzmie właściwie odrzuciłeś bez dyskusji) i gładko udowodniłeś, że żadna z nich nie jest prawdziwa dla wszystkich lektur. Tymczasem może warto popatrzyć od innej strony: czy istnieją lektury, które nie spełniają chociaż jednego z trzech wymienionych punktów? Moim zdaniem nie.

    • Wojciech Dabek

      Ale to, że jakaś książka jest wartościowa, nie znaczy, że nie ma lepszych. Twierdzę raczej, że można swobodnie wybierać spośród dzieł, które lepiej będą spełniały jedną, bądź więcej z wymienionych funkcji. Niektóre bardziej nowoczesne, niektóre zagraniczne, może takie, na które nitk wcześniej nie zwracał uwagi?

      W podlinkowanym artykule autorka twierdzi, że specjalistów nikt o zdanie nie pytał. To jest w tym wszystkim najgorsze. 

  • Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *